Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Dodaj do ulubonych Bransoletka od seksu

Bransoletka od seksu

Czyli o sztuce manipulacji

Gdy uczyłem się języka niemieckiego, do Polski dochodziły już erefenowskie brukowce, na nasze musieliśmy jeszcze poczekać. Lubiłem czytać Bild Zeitung. Nie dostrzegałem potężnych manipulacji, jakich dopuszczała się ta gazeta, dla mnie było ważne, że artykuły pisane są prostym, klarownym językiem i podane są na tyle atrakcyjnie, że czytanie jest przyjemnością. Później, gdy dorobiliśmy się własnych szmatławców, a i ja zacząłem pracować w gazecie, metody prasowej manipulacji i robienie w konia czytelnika stały się dla mnie o wiele bardziej zrozumiałe (co nie znaczy, że stosowałem je w praktyce...). Wszystko to pikuś, szczeniaczek zaledwie przy tym co robią brukowce brytyjskie, nie bez kozery uważane ze mistrzów w ogłupianiu czytelnika. Zerknijmy zatem, jak to robią prawdziwi profesjonaliści.

W którymś numerze bulwarowego dziennika The Sun ukazał się artykuł na całe dwie strony, zatytułowany: Bransoletka, która oznacza, że wasze dziecko uprawia seks. Słowo seks pogrubione do monstrualnych rozmiarów, patrząc na nie mamy wrażenie, że nas zjada. O co chodzi w tej historii? Otóż wśród angielskich dziewcząt w wieku od siedmiu do -nastu lat jest moda na noszenie różnokolorowych bransoletek. Tak naprawdę - grzmi gazeta - owe bransoletki są sekretnym kodem w dziecięcym języku. Jeśli chłopiec złapie za żółtą bransoletkę, dziewczyna musi go uścisnąć. Kolor pomarańczowy oznacza pocałunek, fioletowy - z języczkiem, różowy - pokazanie piersi, czerwony - taniec brzucha, niebieski to seks oralny a czarny to pójście na całość. Najcenniejsza i najrzadziej spotykana jest obręcz złota, a ten szczęśliwiec, który za nią chwyci, dostanie wszystko co powyżej. O sprawie poinformowała gazetę niejaka Shanne Johnson z Sheffield, matka ośmioletniej dziewczynki, która w przypływie szczerości wyklepała mamie, że ta czarna oznacza zrobienie dzidziusia. Rezolutna i rozsądna matka, zamiast skonsultować się z jakimkolwiek specjalistą, leci wprost do największej bulwarówki. Daje się rzecz jasna sfotografować z córką.

Każdy, kto przeczyta tę wstrząsającą opowieść, ma prawo poczuć się przerażony. Jeśli historia dotyczy ośmioletnich dzieci to już nie zagrożenie a prawdziwa klęska. Czytelnik mający progeniturę w tym wieku, musi jakoś zareagować.

Spójrzmy teraz nie na kolorowe obrazki, a na rzeczywiste fakty, które zawiera artykuł. Po pierwsze - opowieść podana jest tylko z powołaniem na jedno źródło. Dziennikarz raczej nie znalazł potwierdzenia tych rewelacji gdzie indziej. Przepraszam, znalazł. Pisze: Jeden rodzic, który podsłuchał swą czternastoletnią córkę, powiedział... Rzeczywiście, wstrząsające źródło.

Fakt drugi - dziennikarz nie splamił się zasięgnięciem opinii u żadnego specjalisty, co jest nie tylko powszechnie przyjętym zwyczajem dziennikarskim, ale ta sama gazeta potrafi sięgnąć do tego środka, o ile uzyskane stamtąd informacje są jej wygodne. Wielka Brytania jest do tego stopnia uczulona na seks dzieci, że, gdyby podane fakty były choć po części prawdą, chętnych do potwierdzenia i głębokiej analizy by nie brakowało. Jak również procesów z tego powodu, wyroków i jeszcze bardziej krzykliwych artykułów w tej samej gazecie. Wiem że to dowód z braku dowodów, sądzę jednak, że w przypadku prasy brytyjskiej nader celny. Tak tu po prostu jest. A tu? W całej historii z imienia i nazwiska wypowiada się jedynie matka dziewuszki. Dziecię coś wspomina o seksie, do którego miało rzekomo dochodzić, gdy chłopak ucapił bransoletkę, ale chyba do końca nie wie, skoro gazeta nie cytuje jej słów a po prostu je omawia.

Zadałem sobie trud sprawdzenia tych rewelacji na internecie. Owszem, coś tam znalazłem na facebooku, wszystko to indywidualne opisy i żadnych oficjalnych informacji. Wygląda to wyłącznie na zabawę werbalną. Inny, tym razem o wiele bardziej wyważony artykuł, w poważniejszym Guardianie, bagatelizuje problem i pisze o nim jako niewinnej zabawie bez większych konsekwencji. Pytałem rodziców, którzy mają dzieci w wieku szkolnym - pierwszy raz słyszeli o "shag band". Owszem, seks młodzieży jest problemem w UK, ale historia opisana powyżej ma na celu jedynie wywołanie świętego oburzenia i podniesienia czytelnictwa tytułu. Odpowiedzialnego dziennikarstwa nie ma tu w ogóle, jest za to modny temat, skandal i zysk koncernu. Przyjemnej lektury!

szurnienty 1/12/2009 03:18:09 [Powrót] Komentuj